Stało się! Mikołajki na Kresach 2017 już za nami. Jeszcze trochę niewyspani (ale pełni satysfakcji) chcemy podzielić się z Wami opowieścią z naszej wyprawy… 🙂

Czwartek

Wyruszyliśmy z samego rana, ostatniego dnia listopada. Od początku wiedzieliśmy, że podróż w stronę Suwałk (gdzie mieliśmy pierwszy nocleg) nie będzie łatwa ze względu na opady śniegu i sytuację na drogach. Te przewidywania niestety się sprawdziły, ponieważ zamiast planowanych dziesięciu godzin trasa trwała ponad trzynaście – na północnym wschodzie Polski ruch sparaliżowały kolizje i przewracające się od ciężkiego śniegu drzewa.

Na miejscu szybko jednak zapomnieliśmy o zmęczeniu – wystarczyło pierwsze pięć minut spędzone z siostrami Salezjankami. 🙂 Mimo że w zeszłym roku gościliśmy u nich dosłownie kilka godzin (nocnych), siostry doskonale nas pamiętały i opowiadały o zmianach w klasztorze i szkole, którą prowadzą tak, jakbyśmy się znali od lat. Uraczyły nas wspaniałą kolacją i zadbały, by nawet nie przyszło nam do głowy pojechać rano bez śniadania! Siostry podreperowały nasze siły tak bardzo, że wybiegliśmy się jeszcze na podwórko (u nas się mówi „pole” :p ) skorzystać ze śniegu – warunki do lepienia bałwana były wręcz idealne! 😀

I dobrze, że skorzystaliśmy – ponieważ było to nasze ostatnie spotkanie ze śniegiem podczas tej wyprawy. 🙂

Piątek

W piątek zerwaliśmy się wcześnie, by zdążyć dojechać do Wilna na umówioną Mszę świętą w Ostrej Bramie. Obawialiśmy się, że droga może ciągnąć się tak jak poprzedniego dnia, ale po przejechaniu kilkunastu kilometrów od granicy śnieg prawie zniknął i sunęliśmy bez większych przeszkód. Po szybkiej wizycie w stolicy Litwy (naprawdę szybkiej, byliśmy tylko u Matki Bożej Ostrobramskiej i w… Lidlu) udaliśmy się do Podbrodzia . Po raz pierwszy nie spóźnieni, co zauważył nawet ksiądz Daniel. 😀 Informacja dla niewtajemniczonych: przy każdej wizycie na Litwie mamy problem ze zmianą czasu i godziną, którą w jej wyniku tracimy, nawet gdy staramy się do tego przygotować. Tym razem jednak chodziliśmy jak w zegarku (przynajmniej pierwszego dnia). :p

Wieczorem wzięliśmy udział w pierwszopiątkowym Uwielbieniu, które – podobnie jak u nas w Kalwarii – jest organizowany w parafii co miesiąc. Tym razem z roli organizatorów przeszliśmy w rolę uczestników, co było dla nas chwilą wytchnienia i przygotowania do mikołajkowego dzieła w kolejnych dwóch dniach.  Po spotkaniu w kościele przejechaliśmy na miejsce noclegowe i tam spędziliśmy wieczór z naszymi gospodarzami, poznając się nieco bliżej. Szczególne wrażenie wywarł na nas piętnastoletni Dominik… znający aż pięć języków!

Po tych dwóch integracyjnych dniach nadszedł czas na finał naszej mikołajkowej akcji, ale o tym przeczytacie w następnym wpisie. 🙂

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s