Ostatni dzień pobytu na Wileńszczyźnie upłynął nam w zimowym klimacie – w niedzielny poranek z nieba spadł biały puch. Na szczęście renifery pod maską nie zamarzły. 😀  Odwiedziliśmy parafię w Podbrodziu i filialne do niej Korkożyszki, gdzie święty Mikołaj wręczył wszystkim dzieciom prezenty. Poza podarkami dla najmłodszych, starszym przekazaliśmy też dobre słowo od Rodaków, a ksiądz Leszek przypomniał, co to znaczy naprawdę naśladować świętego z Miry.

Do parafii w Podbrodziu pozą główną miejscowością przynależy kilka kościołów filialnych. My odwiedziliśmy dwa z nich, Powiewiórkę i Korożyszki, w tych drugich przekazując prezenty dzieciom. Po raz kolejny spotkanie z Kresowiakami było niesamowitym przeżyciem. Nam, którzy mieszkamy w Polsce, trudno wyobrazić sobie co czują ludzie, którzy urodzili się jeszcze w granicach Rzeczpospolitej, a nagle dowiedzieli się, że ich dom leży już na Litwie. Ile razy odwiedzamy Wileńszczyznę, tyle razy przekonujemy się, jak wiele znaczy nasza wizyta – dało się to odczuć i tym razem, mimo że akcent wyjazdu położony był na najmłodszych parafian. Po obiedzie ksiądz Daniel przeczytał nam smsy, które dostał od swoich wiernych, wielu z nich dziękowało za naszą wizytę, za pamięć, za życzliwość. Czujemy się tacy malutcy, bo przecież ze swojej strony ofiarowaliśmy tylko obecność i uśmiech – a okazały się one bezcennym darem.

Ważnym momentem wyjazdu była też Msza święta w języku litewskim, na której zdaliśmy sobie sprawę, że nasza obecność w Podbrodziu jest ważna nie tylko dla Polaków. Znaczącym  gestem dla jedności mieszkańców było to, że święty Mikołaj przyszedł do wszystkich – do Polaków, do Litwinów, do Rosjan zamieszkujących tę miejscowość – i nikogo nie pytał o pochodzenie, religię, czy upodobania. Dzieciaki są takie same, tak samo się uśmiechają, recytują wierszyki, śpiewają piosenki i garną na kolana biskupa z Miry. Wręczając prezenty, usłyszeliśmy tak samo wiele „ačiū” jak „dziękuję”.

Kiedy Mikołaj wręczył już wszystkie prezenty, po raz ostatni (na tym wyjeździe) zasiedliśmy do wspólnego stołu. Ksiądz Daniel znowu dostarczył nam niespodzianek – do przygotowania pożegnalnego poczęstunku zaangażował swoją ciocię (inną niż pani Łucja), Panią Gospodynię i kilka parafianek, które upiekły ciasta… Po takim przyjęciu nie mogliśmy zrobić nic innego, jak zaprosić go wraz z młodzieżą do Kalwarii Zebrzydowskiej!

Później nadszedł czas pożegnania. Paradoksalnie z każdą wizytą na Wileńszczyźnie pożegnanie jest równocześnie coraz trudniejsze i coraz łatwiejsze. Trudniejsze – bo czujemy się już trochę przywiązani do Kresowiaków, litewskich dróg i krajobrazów. Po Wilnie jeździmy już nawet bez GPS-a! A łatwiejsze – bo jakoś tak umacnia się w nas przekonianie, że to co robimy wspólnie, jest dobre – a skoro jest dobre, to koniecznie trzeba to kontynuować! Jesteśmy pewni, że to nie koniec przygody z Wileńszczyzną.

A tak na marginesie – bilans tych wyjazdów wygląda coraz lepiej. Za pierwszym razem nie wpuszczono nas na Białoruś, osobówka straciła misę olejową, a w czasie objazdu bus zepsuł się na Ukrainie i byliśmy już prawie pewni, że utkniemy tam na wieki. Za drugim razem będąc 20km od Soleczników inną już corsą upolowaliśmy dzika, a następnego dnia skasowaliśmy lampę ogrodową w miejscu zakwaterowania. W tym roku jedyną wpadką było zapomnienie o zabraniu stroju świętego Mikołaja, a to i tak tylko 40km od domu! 😀

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s